Agnieszka Ogiolda pisze z Indii

 

List indie 3

 

.....

List indie 2

List indie 1

 


Kochani!
Pierwsze dwa moje listy były „tematyczne”. Tym razem postanowiłam Wam pokrótce opisać, jak wygląda moja codzienność i jakie są „moje” Indie. List podzieliłam na kilka akapitów – jako tytuły kolejnych części wybrałam najczęściej słyszane tu zdania.
Sotrom! (Pokój!)
W Chengalpattu w dni powszednie jedyna Msza jest o 6:00 rano. Do kościoła mamy na szczęście blisko, wychodzimy więc z domu kilka minut przed szóstą. Mimo wczesnej pory nasze sąsiadki są już na nogach. Słyszymy z daleka szuranie miotełek, którymi oczyszczają ulicę przed wejściem do domu. Za chwilę dokończą to czyszczenie obficie oblewając drogę wodą. Potem pochylone, w skupieniu, ale szybko i z niebywałą wprawą nakreślą kolam - geometryczny rysunek, który usypuje się z drobnego kolorowego piasku. Jest on jednocześnie uczczeniem któregoś z hinduskich bóstw, znakiem błogosławieństwa, ale i zaproszeniem - dom jest otwarty na gości. Kiedy mijamy te zapracowane od rana kobiety składamy ręce jak do modlitwy (tutejszy gest pozdrowienia) i uśmiechając się mówimy: „Sotrom!”. Podnosząc głowy znad swoich codziennych dzieł sztuki Hinduski odpowiadają nam tym samym. Może trudno w to uwierzyć, bo pewnie co jakiś czas docierają do Was jakieś niepokojące wieści o prześladowaniach.
Choć furtka jest zamknięta, Kolam zaprasza chrześcijan na północy Indii, ale tutaj w Tamilnadu naprawdę żyjemy w pokoju. Na naszej ulicy mieszkają oprócz hindusów także liczni muzułmanie, protestanci i katolicy. Wszyscy są wobec siebie życzliwi, obchodzą wspólnie swoje święta, co więcej, bardzo często proszą nas o modlitwę. Momentami jest to wręcz trudne do zrozumienia, np. jedną z naszych sąsiadek – hinduskę, spotykamy codziennie przed kościołem. My wychodzimy z Mszy, a ona idzie do kaplicy pokłonić się Matce Bożej i Jezusowi w Najświętszym Sakramencie.
Sapdinglaa? (Czy jadłeś?)
Życzenie pokoju to pierwsze, co słyszymy w ciągu dnia. Jednak najwięcej razy bez wątpienia musimy odpowiadać na pytania o jedzenie. Padają one, niemal automatycznie, zaraz po przywitaniu. Myliłby się jednak, ktoś kto sądzi, że to wyłącznie kurtuazja. Odpowiedzi należy wysłuchać i odpowiednio się do niej odnieść.
Jeśli jest przecząca lub „niezadowalająca” (np. gdy mówimy, że na śniadanie jadłyśmy owoce i jogurt) zaraz otrzymujemy błyszczące stalowe pudełka na lunch, a w nich ryż i jeden z licznych gęstych warzywnych sosów. Hinduizm, (który przenika tutejszą kulturę, tak że często zachowania mające pierwotnie źródła religijne są powszechne i naturalne także dla wyznawców innych religii) wysoko ceni jałmużnę i nakazuje troskę o ubogich i głodnych. Stąd, nawet jeśli sami mają niewiele, hindusi zawsze znajdą miskę ryżu dla tego kto nie jadł. Dyshonorem jest tu też nie przyjęcie poczęstunku. Jeśli kogoś odwiedzamy wypada wypić kawę lub herbatę (przy czym oznacza to bardzo słodkie mleko z odrobiną rozpuszczalnej kawy lub herbaty), w ostateczności choćby wodę. Jeśli natomiast na „Saptinglaa?” odpowie się twierdząco, zaraz sypią się następne pytania: co jadłeś? Kto gotował? Jaki przepis? Które warzywa? Jakie przyprawy? Jedzenie to tutaj ulubiony temat rozmów. Ale jest też obostrzone mnóstwem rygorów. Ogólnie w hinduizmie (więc znów w całej miejscowej kulturze) niezwykle ważna jest czystość (rytualna, choć zawierająca w sobie też pospolite znaczenie tego słowa). Z tego powodu często istnieje wyłącznie jedna poprawna droga przygoto- wywania posiłków. Ryż należy płukać przed gotowaniem.
Jadąc pociągiem, jemy rękami ryż zawinięty w gazetę. Czyli dużo bardziej indyjsko już być nie może określoną liczbę razy. Mango można jeść jedynie odpowiednio pokrojone itd. Oprócz tego poszczególne potrawy są często przypisane do siebie nawzajem, a także do poszczególnych pór dnia (mimo, że właściwie zawsze jest to ryż lub jakiś rodzaj mącznych placków). No i dodatkowa gastronomiczna niespodzianka (zwłaszcza dla Polaków), tutaj ziemniaki są takim samym warzywem, jak marchew, cebula czy groszek - nie je się ich jako podstawowego dania, ale jako dodatek. Także często można trafić na ryż z... ziemniakami.
Unga ur jenna? (Skąd jesteś?)
To pytanie słyszymy zawsze, gdy spotkam kogoś nowego. Nie ukrywam, że gdy mówię „Poland”, to choć odpowiadają mi uśmiechy i potakiwania, nie mam wątpliwości, że moi rozmówcy zwykle nie mają pojęcia czy to nazwa kraju czy miasta. Z Francją jest łatwiej, w okolicy jest sporo francuskich koncernów. Ciężko jest też z Argentyną, ale czasem pomaga dodanie: „Messi, football” (jeśli ktoś ma pomysł na równie rozpoznawalny symbol Polski, proszę o kontakt).
Z naszymi przyjaciółmi rzecz ma się o tyle łatwiej, że wystarczy dodać, że Polska to ten sam kraj, co Dominiki i Marysi (poprzednie polskie wolontariuszki), a uśmiechy natychmiast stają się szersze i bardziej szczere. Te uśmiechy, częste pytania, co u nich słychać, ale i liczne opowieści o nich, utwierdzają mnie w przekonaniu, że zbieram to czego nie zasiałam. Niewiarygodna życzliwość, wyrozumiałość i ciepło z jakim mnie tutaj przyjęto, to bez wątpienia owoc misji poprzednich wolontariuszy.
India rombo pidikum. Ingeda rombo santoszam! (Bardzo lubimy Indie. Jestem tu bardzo szczęśliwa!)
Te zdania ja sama często powtarzam. Was też chciałabym o tym zapewnić. Choć wiele rzeczy jest tutaj innych, wielu spraw wciąż nie rozumiem lub nie akceptuję. Choć język jest trudny i czasem mam wrażenie, że nigdy się tamilskiego nie nauczę. Choć nie znoszę wstawać wcześnie rano. Choć bieżącą wodę mamy przez kilka dni w tygodniu. Choć, co może najtrudniejsze, czasem nawet nam trudno jest pojąć sens naszej misji. A jednak nie chciałabym być nigdzie indziej. Niczego bym nie zmieniła.
Mam wspaniałą wspólnotę, w której świetnie się dogadujemy. Tak po prostu, po ludzku się lubimy. Sporo nas różni, ale to właśnie to sprawia, że możemy się uzupełniać i wspierać.
Mam codzienną Mszę Świętą, mam czas na modlitwę. Ona wyznacza rytm dnia, jest tu czymś naturalnym, niezbędnym. Mam w domu kaplicę z Najświętszym Sakramentem. Dzięki temu kiedykolwiek chcę, kiedykolwiek potrzebuję, to mogę pójść tam i uklęknąć. Czasem jestem czymś zajęta i naglę słyszę dzwoneczek - znak, że jedna z moich sióstr otwiera tabernakulum i rozpoczyna adorację. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale jest coś dobrego, coś uspokajającego w tym, że ktoś się tuż obok modli.
Mam wyjątkową okazję być częścią życia wszystkich naszych przyjaciół. Ludzi w różnym wieku, różnych wyznań, bogatych i biednych. Często odwiedzają nas wracające ze szkoły dzieci. Grają z nami, rysują, wypiją szklankę wody. Tak po prostu wpadają do nas między lekcjami a powrotem do domu. Lubię na nie patrzeć, lubię myśleć, że mają przed sobą całą przyszłość. Ale lubię też odwiedzać kobiety w leprozorium. Ich życie jest bardzo skromne w dużej mierze zdominowane przez chorobę, ale one pozostają radosne. I choć często ich dłonie są zniekształcone, czasem mają amputowane nogi, to wierzcie mi lub nie, wciąż są piękne. I wciąż z pietyzmem codziennie zakładają sari, do tego bransoletki, kolczyki w uszach i nosie. Wciąż chcą być piękne. Jest mi dane to widzieć. Jest mi dane doświadczyć intensywności i różnorodności życia tutaj. Czasem trzymam na rękach kilkutygodniowego noworodka, który zamiast w łóżeczku sypia na kawałku starego ubrania rozłożonym na podłodze. Nazajutrz odwiedzamy naszego przyjaciela - brata jednego z najpopularniejszych tamilskich aktorów. Zna języki, kilka razy w roku lata do Europy, jego dom jest pełen francuskich antyków. Każdy z tych domów jest otwarty na naszą przyjaźń.
Tak, jestem tu bardzo szczęśliwa. Wiem, że ta misja, to wyjątkowa okazja i wyjątkowe zadanie. Wiem też, że jestem tu dzięki Wam. I że jestem tak szczęśliwa właśnie dzięki Wam, szczególnie dzięki Waszej wytrwałej modlitwie.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie. Szczególnie moich przyjaciół z formacji. Niektórzy z Was są już za półmetkiem swoich misji. Na pewno czasem jest Wam ciężko, ale mam nadzieje, że i Wy wciąż możecie powiedzieć: „Jestem tu bardzo szczęśliwa/y”. Również szczególne pozdrowienia dla tych, którzy są w tym miesiącu na pielgrzymim szlaku. Zwłaszcza dla Pieszej Pielgrzymki Opolskiej, z którą tyle razy wydeptywałam szlak do Czarnej Madonny. Wierzę, że w tym roku westchniecie u Jej stóp i za mną. Ja będę się łączyła z Wami duchem i obejmowała Was wszystkich modlitwą podczas naszej pieszej pielgrzymki do Vallangani. Ruszamy 21.08. Na pewno będzie to wyjątkowy czas rekolekcji w drodze. Polecam go także Waszym modlitwom.
Na koniec chciałabym się z Wami podzielić radosną nowiną. Jesienią dołączy do nas Paulina z Polski. Polecam Waszej modlitwie ją, jej formację i przygotowanie, a także całą jej misję.
Z Bogiem,

Agnieszka Ogiolda, Indie
Sierpień 2017